Zostałem poproszony by napisać kilka słów o redaktorach/korektorach odpowiadających za finalny kształt konkretnego dzieła literackiego. To środowisko również walczy o należny im szacunek zawodowy https://ptwk.pl/ zatem jak poniżej
*****
Moja Pani redaktor, co widzę teraz po latach, uratowała mnie, moją rodzinę i moją pracę. Od samego początku wiedziałem, że powieść, którą chcę wydać, będzie wymagać wiele pracy. Jej pierwotny tekst był trudny, a nawet bardzo trudny. Po pierwsze, dotyczył mojego ojca i jego powstańczej drogi, a po wtóre, z wieloma przerwami pisałem go przez kilka lat.
Ojciec był żołnierzem AK, więc po wojnie nieustannie nachodziła go bezpieka. W efekcie robił wszystko, aby zniknąć z jej radarów jako powstańczy bohater, którym w istocie był. W końcu na Woli zniszczył czołg Pantera, a na Starym Mieście zestrzelił samolot bombardujący Ju 87 Stukas. W książkach historycznych dotyczących powstania warszawskiego zasadniczo nie figurował; nie chciał eksponować swoich działań z tamtego okresu, mimo że był wielokrotnie odznaczany, także orderem Virtuti Militari V klasy.
W pewnym momencie uznałem, że w naszej rodzinie jestem ostatnim dysponentem wiedzy o jego czynach… i coś muszę z tym zrobić, w przeciwnym razie wraz z moją śmiercią pamięć o nim obróci się w proch i pył. A przecież mam dzieci i wnuki.
Nie posiadam duszy archiwisty, a poza tym byłem wówczas generalnie bardzo zajęty różnymi sprawami, uznałem więc, że skoro przez wiele lat pracowałem jako dziennikarz i od zawsze bardzo lubię pisać, muszę opisać udział ojca w Powstaniu Warszawskim. Choć oczywiście na początku nie wiedziałem, z jak wieloma trudnościami – zewnętrznymi i wewnętrznymi – będę musiał się zmierzyć.
Przede wszystkim mój ojciec wyjechał do USA, gdy miałem kilka lat. Wszystkie jego pamiątki przepadły. Uznałem, że jedyne, co mogę zrobić, to napisać powieść o powstaniu, rozpiętą między dwiema scenami: rozbiciem czołgu oraz zestrzeleniem samolotu. Znałem te historie głównie z własnych artykułów ojca, dotyczących jego powstańczego szlaku bojowego. Opublikował je na łamach nieistniejącego już „Expresu Wieczornego”, w którym pracował jako dziennikarz. To była podstawa mojej wiedzy.
Te dwa główne punkty jego historii próbowałem oddać możliwie realistycznie i prawdziwie. Reszta #ojciec44 to licentia poetica
Opisuję to wszystko, by uświadomić Państwu oraz sobie, jakie nieujarzmione emocje mną targały. Oczywiście znalazło to odbicie w tekście, a potem stało się obciążeniem dla wydawnictwa. Na szczęście powieść trafiła do mojej Pani Redaktor. Sprawnej i bardzo mądrej osoby.
Jeśli spojrzeć z tej perspektywy, trzeba jasno powiedzieć, że bez tej Pani nie miałbym w ręku ostatniego pożegnania z moim starym…
jerzy robert ciszewski

0



