Please select a page for the Contact Slideout in Theme Options > Header Options

Gdzieś w Tokio … ?

Gdzieś w Tokio … ?
24 sierpnia 2025 Jerzy Ciszewski
In Japonia

Przyznaję, mój stosunek do Tokio, ewoluował i się zewoluował.

 

 

Gdy dobrych parę lat temu zaczynałem od strony praktycznej, moją japońską przygodę, interesowałem się wszystkimi innymi miastami i miejscami niźli stolica Japonii. Innymi słowy gdy LOTem (samolot do Tokio startowała z Okęcia około 15tej ppłd – wtedy się oddychało). lądowałem około o ósmej rano, tamtego czasu. Wsiadałem do Narita Express, który łączy lotnisko Narita z Dworcem Centralnym JR i pakowałem się do Shinkansena … i ahoj przygodo.

 

 

Na początku, Tokio mnie przygniatało. Tłumy przewalające się ulicami, dworcami, domami towarowymi; ogromne betonowo, aluminiowo, szklane, wieżowce. Giga reklamy świetlne migające gdzie się da i jak się da.

 

Celowałem aby od razu wyjechać z tego miasta i wrócić na dzień dwa przed wylotem do kraju. Chciałem robić zakupy przakupów z prezentami oraz wizyty w UNIQLO  gdzie kupowałem głównie koszulki dla dziewczyn oraz dla siebie majtki, skarpetki, również koszule i koszulki.

Aby złożyć wizytę na targowisku w dzielnicy Ueno ciągnącą się pod torami kolejki miejskiej. Kupić kolejną bomberkę zjeść ostrygi, popić je sake. Patrzeć na nich. Obładowanym wrócić do hotelu remm w Akihibara, w którym meldowałem się dobrych kilka lat. – czytaj miałem taką procedurę i rutynę przedwyjazdową, która bardzo mi pasowała.

 

(była taka knajpa dokładnie vis a vis mojego hotelu „remm” z takim outdoorem knajpa padła, a autdoor zniknął)

W wyniku wojny na Ukrainie, pozmieniały się sloty wylotowe i przylotowe. Samolot LOT z Warszawy startuje późnym wieczorem i do Japonii przylatuje późno więc wszystko mi się pozmieniało … – ale to other story.

Dla Punktem przełomowym aby łaskawszym okiem spojrzeć na Tokio było przeczytanie książki Pana Piotra Milewskiego „Tokio. Opowieści z Dolnego Miasta”. Uznałem, że dosyć marudzenia i powinienem kopnąć się szlakiem Dolnego Miasta. Okazała się to bardzo pouczająca decyzja. Przy okazji zakolegowałem się z Kotem z Shinjuku, odkryłem (też koty)  kocią knajpę z Sake w dzielnicy Meguro i fantastyczny, okoliczny  ramen oraz polską ambasadę położoną tamże.

(mrożona kawa jako street view)

Zastanawiałem się czy nie straciłem zbyt dużo czasu nie odkrywając Tokio?

Chyba nie. Po pierwsze w życiu, wszystko odnajdzie się na swoim miejscu i w odpowiednim czasie. Po drugie, dało mi to czasową możliwość podróżować po Japonii wzdłuż i wszerz. Na ogół starając się poświęcić na taką podróż mniej więcej dziesięć, jedenaście  dni.

(fotografia ślubna to w Japonii osobna sztuka walki. „Walczymy” na tle dworca głównego JR)

(jeden z diabli wiedzą ilu, tokijskich wieżowców)

Przy okazji poznałem wielu Japończyków; mam swoją ulubioną knajpę w Narita, która na szczęście w ramach covidu nie padła na pysk. Jak tylko dam radę wpadam do Kioto.Wlazłem na Fuji. W Kagoshimie patrzyłem na pufający sobie dymem wulkan Sakurajima. Po drugiej stronie Japonii, najdalej wysunięte miasto na północ miasto Wakkanai  gdzie przy dobrej pogodzie widać Sachalin …. itd, itd. Nawet wtedy żałowałem, iż nie pomyśalełem aby zrobić sobie rosyjską wizę i popłynąć tam promem … Dziś to niemożliwe.

 

 

 

Transport publiczny w Tokio, to nieprzebrane potoki ludzkie, falami przemieszczające się we wszystkie strony. Ciekawe jest to, że Japończycy nie wpadają jedni na drugich …

To nie o Tokio, ale w tym roku (2025) zaliczyłem wystawe polskiego malarstwa w Kioto. Nawiasem mówiąc znakomicie przygotowaną i propagowaną!

Jaka puenta może z tego wynikać ? Pewnie taka, że tylko krowa nie zmienia zdania 🙂

 

Comments (0)

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*