Please select a page for the Contact Slideout in Theme Options > Header Options

23 kwietnia 2026 Jerzy Ciszewski
In Japonia

Od bardzo dawna, a może od samego początku, mojego zainteresowania Japonią, zastanawiam się co jest kwintesencją tego kraju. Z czym niedojrzały albo średnio dojrzały gaijin musi się zmierzyć jeśli chce, cokolwiek więcej zorzumieć niż uczestnik dwutygodniowej wycieczki do Jap.

Dochodzę do wniosku, choć może nie jest on jeszcze dokładnie usystematyzowany, że wszystko, co dzieje się w Japonii, jest jej kwintesencją. Choć miewają one różnoraki kaliber, pochodzenie, kształt, wpływ na historyczną lub bieżącą rzeczywistość. Na końcu, na postrzeganie tego kraju, przez obcokrajowców i „rozsiewanie na całym świecie przez Japończyków tzw. marketingu narodowego”.

Wszyscy musimy się chyba zgodzić, że aktualnie Japonia ma znakomity – zwał jak zwał – marketing czy też public relations. Zaryzykuję twierdzenie, że emanacją takiego stanu rzeczy jest dynamiczne rozwijanie się z roku na rok liczby wizyt turystycznych, również z Polski, w Japonii. … choćby samoloty odlatujące z Europy do Japonii, zapakowane po dach. Oraz doniesienia medialne, iż Japończycy martwią się, iż do ich kraju przybywa za dużo turystów. Czyli w tym roku Japonia odwiedzi około 30 milionów obcokrajowców.

Mam wrażenie, że do Japonii latają nieco inni ludzie. Oczywiście, że w Japonii można np. na Okinawie, wylądować na pięknej plaży i  popluskać w szmaragdowej toni. Gdzieś na Hokkaido wyskoczyć  na narty w Alpy Japońskie i cieszyć się znakomitymi warunkami śniegowymi — ale są to unikalne scenariusze. Na ogół turystyka w kraju wschodzącego słońca, to ciężka poznawcza „robota”, polegająca na tym, że podąża się od jednego do drugiego japońskiego miasta, zmieniając hotele, riokany, kapsuły; kolejny raz jadąc bardzo szybkim pociągiem lub nieco wolniejszym, lokalnymi liniami lotniczymi, autobusami pasażerskimi, czasami wynajętym autem. Bywa, że na motorze lub rowerze.  Kilka dni w jednym mieście, kilka noclegów w innym i jeszcze kilka wypadów w tą czy tamtą stronę …

fot. Jerzy Ciszewski

Prawda jest taka, że w ramach jednego urlopu zdoła się zaliczyć dość  niewielki fragment japońskiej rzeczywistości. Turysta bodźcowany jest nieustannie informacjami, kolorami, smakami, dźwiękami… Wstawcie na sekundę ucho do salonu Pachinko – dowiecie się, co to są nowoczesne japońskie dźwięki. W Hiroshimie uderzcie w dzwon Pokoju stojący w Parku Pokoju, usłyszycie bicie serca — takie, jakie słyszy lekarz przystawiający stetoskop do klatki piersiowej pacjenta. To również dźwięk Japonii, być może najważniejszy ze wszystkich w tym kraju.

fot. Jerzy Ciszewski

fot. Jerzy Ciszewski

Tokyo jest metropolią ogromną – nie ma jej jak ogarnąć w kilka dni lub tygodni. By zgłębić to miasto, do tego potrzebne są lata.

Kyoto i okolice mają ogromne pokłady swojego czaru i tajemnic. Miejsc, gdzie warto przycupnąć na chwilę i pomyśleć o sobie i świecie. Nara – w istocie miasto-świątynia, jak wielka ośmiornica, oplatająca gościa wielowiekową spuścizną.

Osaka to głównie zamek; dzielnica Dotonbori oraz rzeka o takiej samej nazwie.  Oczywiście, określenie „głównie” jest wredną pułapką. Osaka to piękne, japońskie miasto. Jest tam czaderskie seaaquarium gdzie stawonogi siedzące pod kamieniem, karmione są przez nurków długimi szczypcami – inaczej, w stadzie głodnych ryb o różnym kalibrze,  nie miałyby żadnej szansy aby „dopchać się do miski”

Hiroszima, miejsce, gdzie wybuchła pierwsza bomba atomowa. Wdzięcznie, nazywała się „Little Boy”. Obok Hiroshimy, trzeba tylko przepłynąć się promem na wyspę Miyajima i tam jest sławna na cały świat „pływająca” brama Tori.  Jak trzeba oblewają ją fale morza wewnętrznego

Nagasaki z bombą w tle o nazwie „Fat Man”. W tym przypadku należałoby odesłać  Państwa do japońskiego przysłowia – „Mieć farta jak Kokura” Przy okazji. Ktoś, kto był odpowiedzialny za przydzielenie kryptonimów tym dwóm ładunkom atomowym, miał specyficzną i chyba wojskową wyobraźnię.

Dość powiedzieć, że Little Boy miał moc 15 kiloton TNT, zaś Fat Man to około 20/21 kiloton, czyli o jakieś ponad 30/40 % większe walnięcie.  Moc to jedno, a ukształtowanie terenu to drugie. Hiroshima, generalnie położona jest na płaskim terenie; Nagasaki leży w dolinie.  W pierwszym przypadku, pożoga, ogień, śmierć i zniszczenia rozlały się we wszystkich kierunkach; w drugim zostały ukierunkowane geografią. Czytaj: dużo dotkliwszą tragedię odnotowała Hiroshima. … ale jak to w Japonii, zamek został odbudowany.

Nagasaki. Ciekawe, jakie jest hasło do Wi‑Fi  w miejscowym Muzeum Pokoju ? Jest proste = „19450809”… Domyślcie się Państwo, co oznacza ten ciąg liczb… można by do tego hasła dodać jeszcze godzinę, o której nastąpił wybuch = „11:02”;  byłby wtedy, podstawowy, komplet informacyjny.

fot. Jerzy Ciszewski

Obok Hiroshimy, wyspa Miyajima, sławna na cały świat, „pływające” Tori, żyjące od przypływu do opływu i odwrotnie.

Płynie się takim czy innym promem. Po odbiciu od nadbrzeża, bardzo dobrze widać nadbrzeżne, fabryczne konstrukcje; jest to  jedno z gniazd, japońskiego  przemysłu ciężkiego. Ogromne zakłady produkcyjne, różne poważne sprawy. Tam, między innymi, umieszczona jest ogromna instalacja fabryczna; na ścianie fabryki powieszono, napis „Boeing”.   Aby zamknąć pętle —  obie bomby atomowe i generalnie dywanowe bombardowania Japonii i Tokyo — dokonywały maszyny Boeinga.

fot. Jerzy Ciszewski

Halo – to kolejna „pułapka”! Części do Boeinga 787 Dreamlinera produkowane są w Hiroshimie przez  Mitsubishi Heavy Industries. Przez części, rozumiemy elementy skrzydeł i kadłuba

Nie ma jakiejkolwiek możliwości, aby przejść; przepraszam – … a może bardziej, przejechać koło świętej góry Fuji  i na, nią spojrzeć; przynajmniej, przez sekundę,  zastanawiając się, na czym w istocie polega wielkość i siła Japonii ? Bo kraj ten, wbrew pozorom, jest bardzo potężny. Swoją prawdziwą siłę stara się ukrywać.  Japonia jest   cicha, czujna, skupiona; w każdym wymiarze, jest gotowa do działania. Góra Fuji wygląda bezkompromisowo. Wydaje się, że ona żyje swoim oraz naszym życiem. Każdy Japończyk choć raz w życiu musi udać się na wycieczkę i wejść na jej szczyt. Do tego Fuji jest wszystkim – również firmą fotograficzną, wodą mineralną, widokiem z okna, mknącego gdzieś Shinkansena; … i czym tam jeszcze. Bo góra Fuji jest wszystkim.

fot. Jerzy Ciszewski

Był koniec sierpnia. Ja – nie Japończyk – uznałem, że koniecznie muszę również dostać się na szczyt Fuji. Była to dla mnie, jedna z bardziej mistycznych wypraw. Po drodze, spałem w skromnym schronisku na poziomie 3000 metrów. Zostałem zaproszony przez japońską rodzinę, by zjeść z nimi kolację. Głowa rodziny jako tako mówił po angielsku. Właściciel trzech restauracji w Tokyo, dwoje dzieci i spełnienie obowiązku. Oni mnie ciekawili, ja byłem interesujący dla nich. Dzieci coś szeptały i śmiały się ze mnie. To norma w Japonii, że dzieciaki często śmieją się z gaijinów.

Wschód słońca widziany z z tej wysokości, circa o trzeciej, czy czwartej nad ranem; wschodzące słońce, promienie przebijające się przez chmury. Kolejnego poranka, jestestwo budzi się do życia. Kłębiące się chmury, przeganiane przez słoneczne promienie; gotowe, jak zawsze, nieść nowe życie. Japonia to kraj wschodzącego słońca.

Bardzo lubię miasto Nagoya. Łapię się na tym, że być może tam czuję się jeszcze lepiej niż w Kyoto – choć w Kyoto zawsze czuję się kozacko.  Jest tam zamek, który w czasie II wojny światowej został zbombardowany i zniszczony przez Amerykanów. Obok stał Pałac Honomaru zrobiony wyłącznie z drewna. Również spłonął podczas tego bombardowania. Jedna z sal poświęcona jest sponsorom, którzy wspomogli odbudowę tego miejsca, gdzie każda instytucja bądź osoba fizyczna ma swoją tabliczkę pamiątkową. Czwarta od prawej w dolnym rzędzie to ….

fot. Jerzy Ciszewski

Gdy w 2013 roku ogłoszono, że Japonia będzie gospodarzem Igrzysk Olimpijskich w 2020 roku. W Japonii wzięto się za odnawianie, różnorakich miejsc historycznych. M.in. w Niko w Nara; odbudowano również pałac Honomaru stojący u podnóża murów zamku w Nagoya, wykonany wyłącznie z drewna, dziś ekstremalnie drogiego drewna. Japońskiego: cyprysa, cedru i wiąza. W Japonii wszystko ma swoją symbolikę – również to, z jakiego drewna był zbudowany Twój pałac. Im droższe tym większy Twój status społeczny. Tym niżej kłaniają ci się ludzie.

Gdy byłem w zamku Nagoya, oprowadzała mnie przewodniczka, wolontariuszka o wdzięcznym imieniu Yayko. Powiedziała, że woli być wolontariuszką i przewodnikiem niż siedzieć w domu. Do tego pokazywanie japońskiej spuścizny i jest jej osobistą misją. No i tak łaziliśmy i gadaliśmy o różnych sprawach.

fot. Jerzy Ciszewski

Comments (0)

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*